wtorek, 8 maja 2018

ROSJA  01

SANKT  PETERSBURG


Ruskiej stolicy jakież są początki?
Skąd się zachciało słowiańskim tysiącom
Leźć w te ostatnie dzierżaw swoich kątki
Wydarte świeżo morzu i Czuchońcom?
     Tu grunt nie daje owoców ni chleba,
     Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty;
     Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba,
     Srogie i zmienne jak humor despoty.
Nie chcieli ludzie - błotne okolice
Car upodobał i stawić rozkazał
Nie miasto ludziom, lecz sobie stolicę:
Car tu wszechobecność woli swej pokazał.
     W głąb ciekłych piasków i błotnych zatopów
     Rozkazał wpędzić sto tysięcy palów 
     I wdeptać ciała stu tysięcy chłopów.
     Potem na palach i ciałach Moskalów
Grunt założywszy, inne pokolenia
Zaprzągł do taczek, do wozów, okrętów
Sprowadzać drzewa i sztuki kamienia
Z dalekich lądów i z morskich odmętów.


                                Adam Mickiewicz - " Dziady. Petersburg "  fragment




   Dzisiejszy Sankt Petersburg, a wcześniej Leningrad, zawsze kojarzyłem z "białymi nocami". Każda reklama wycieczki do tego miasta kładła nacisk na tę atrakcję. Ja lubię w nocy spać więc jakoś mnie to nie pociągało. Owszem wskazywano na inne jeszcze plusy tego miasta - Wenecja Północy, ale nie, to nie dla mnie. Może też wywodząca się wcześniej od Lenina nazwa mnie zrażała. Nie wiem. Nie odwiedziłem tego miasta i nie było mi z tego powodu źle.
    Wszystko jest "do czasu". I przyszedł ten czas. Znalazłem się w mieście Cara Piotra Pierwszego. 
    Do czerwcowych białych nocy jeszcze chwila, ale ...  



   Sankt Petersburg czy w innym wariancie Petersburg to miasto założone w 1703 roku przez cara Piotra I  na bagnistych terenach delty rzeki Newy, między jeziorem Ładoga a Zatoką Fińską. Carowi zależało na otwarciu się Rosji na Bałtyk, a co za tym idzie na zachód Europy, stąd wybór tego miejsca. Miasto poprzecinane jest licznymi odnogami rzeki, rzeczkami i kanałami. Leży na kilkudziesięciu wyspach, połączonych blisko 400 mostami, stąd jego turystyczna nazwa Wenecja Północy. O mostach to jeszcze kiedyś wspomnę.
   W 1712 roku car Piotr I przeniósł, do wtedy Piotrogrodu, stolicę Rosji. Funkcję tę miasto pełniło do 1918 roku, kiedy po "zwycięstwie" rewolucji rolę stolicy przejęła Moskwa.
   Budowniczy miasta upamiętniony został monumentalnym pomnikiem:


 "Miedziany Jeździec":

inny pomnik Cara Piotra Pierwszego
znajduje się w Twierdzy Pietropawłowskiej :


   Główną arterią transportową miasta jest rzeka Newa, którą przy jej dużej głębokości mogą na jezioro Ładoga i z powrotem przepływać stosunkowo duże statki. Ciekawostką jest, że ta rzeka o największym w Europie przepływie wody ma tylko 74 km długości, z jeziora Ładoga do Zatoki Fińskiej. 


Newa z Mostem Troickim :



Newa z widokiem na Ermitaż :



zabytkowe latarnie morskie na Wyspie Wasiliewskiej :


   Jak powiedziałem wcześniej miasto Petersburg poprzecinane jest wieloma kanałami, ale w przeciwieństwie do Wenecji nie ma tu taksówek i rzecznych tramwai. Pływają tylko statki i stateczki wycieczkowe



petersburskie kanały :


   Moją, a właściwie naszą bazą, bo byłem tu z moim szkolnym jeszcze kolegą Stanisławem, był klasztor ojców Dominikanów przy kościele Świętej Katarzyny, położony przy Newskim Prospekcie. Lepszego miejsca chyba wymarzyć sobie nie można, wszędzie blisko.
   Jeżeli już o Newskim Prospekcie, tej głównej osi komunikacyjnej miasta, to jestem pełen uznania dla perspektywicznego myślenia projektantów i budowniczych miasta. W mieście założonym w XVIII wieku wytyczono ulicę na której dzisiaj mieści się po cztery pasy ruchu w obie strony, plus szerokie chodniki. Dlaczego dzisiaj projektuje się tak minimalistycznie. Przecież wszyscy wiemy, że co tanie to bardzo drogie.



Newski Prospekt :



kościół Świętej Katarzyny Aleksandryjskiej :


   Kościół Św. Katarzyny jest jednym z najstarszych kościołów katolickich w Rosji. Budowano go razem z powstającym miastem, bo parafia Św. Katarzyny powstała w 1716 roku.  
   Z ojcem Tomaszem naszym cicerone po Sankt Petersburgu zeszliśmy do podziemi kościoła. Piękne ceglane sklepienia, atmosfera tajemniczości. Gdyby jeszcze zamiast oświetlenia elektrycznego były świece lub łuczywa ...
   Spotkałem się tu z niespodzianką. Nie pamiętam już czego uczyłem się kiedyś w szkole na lekcjach historii, a tu przypomniało się, że ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski zmarł 12 luty 1798 właśnie w Petersburgu i pochowany został w podziemiach tego kościoła. Kiedy w 1938 roku kościół został przez władze radzieckie zlikwidowany, sarkofag królewski został przekazany Polsce. Król spoczął w Wołczynie, miejscu swego urodzenia.


podziemia kościoła Św. Katarzyny w Sankt Petersburgu :



krypta pochówku ostatniego króla Polski :


   Sankt Petersburg może oszołomić liczbami. Jest tu ponad 2 tysiące bibliotek, 80 teatrów, 220 muzeów, 45 galerii i 62 kina. Znajduje się tu także największe w Europie muzeum sztuki. Jest to Ermitaż zajmujący pięć dużych pałaców nad brzegiem Newy, a jego zbiory są naprawdę oszałamiające.

   Dzisiaj może nie Ermitaż, a sztuka, którą nazwałbym, "sztuka z ulicy".


kiermasz obrazów na Newskim Prospekcie :



uliczny karykaturzysta :

   Spacerując po głównej arterii miasta, po Newskim Prospekcie trudno nie zauważyć klasycystycznego Soboru Kazańskiego z wysoką kopułą i wspaniałą kolumnadą naśladującą watykańską kolumnadę Berniniego. Niestety wewnątrz nie pozwolono mi na robienie zdjęć.


Sobór Kazański :



wnętrze kopuły Soboru Kazańskiego :

    Sobory petersburskie, o których jeszcze napiszę są piękne, bardzo bogate. Dzisiaj chciałbym zwrócić uwagę na niezauważalny przez wielu turystów, bo cofnięty od głównej ulicy niemiecki kościół protestancki. Weszliśmy do niego, ojciec Tomasz wprowadził nas na chór i pokazując nawę główną zadał pytanie: "co ci to przypomina"? Mówię sala gimnastyczna. Byłem blisko. Kościół ten za władzy radzieckiej zamieniony został na miejski basen. Czy my polscy katolicy wyobrażamy sobie jak naprawdę wyglądały relacje: władza radziecka a religia ?


niemiecki kościół protestancki :



jego dzisiejsze wnętrze :



basen z czasów władzy radzieckiej :
/archiwalne zdjęcie/


   Na pewno wielu z nas kojarzy ze szkolnych choćby podręczników, oczywiście tych "z moich czasów", obraz przedstawiający "szturm na Pałac Zimowy". Jeżeli dzisiaj poczytamy o rewolucji październikowej, a warto, to możemy mieć spore wątpliwości co do tego szturmu i wielu innych "bohaterskich" epizodów tego rewolucyjnego zrywu. Ja w każdym razie uwieczniłem łuk triumfalny, sławiący zwycięstwo wojsk rosyjskich nad Napoleonem w 1812 roku, spod którego "szturmowałem" pałacowy plac.





łuk triumfalny sławiący zwycięstwo
wojsk rosyjskich nad Napoleonem w 1812 roku :
/różne ujęcia/



Plac Pałacowy z widokiem na Ermitaż  /Pałac Zimowy/
w centrum Kolumna Aleksandrowska :


   Zdawałoby się, że zdobyłem tak Plac Pałacowy jak i sam Pałac Zimowy, ale nie. To ja zostałem zdobyty, wzięty siłą do zdjęcia przez carską parę.


moje zdjęcie z carską parą :




Kilka cytatów :
Petersburg to okno,
przez które Rosja patrzy na świat.


każdy dzień jest kawałkiem historii,
nikt nie jest w stanie opowiedzieć jej do końca.


tradycja jest rozumem całego narodu,
przesianym z jednego wieku w drugi.


jedni pichcą historię,
inni muszą ją przełykać. 
     

















wtorek, 1 maja 2018

GOŁĄBEK  POKOJU


Słonko sieje blaski z góry,
wiatr unosi naszą pieśń.
Leć gołąbku srebrnopióry
i przez miasto i przez wieś.
Zanieś dzieciom pozdrowienia,
niech wie o tym cały świat:
Kto o pokój bez wytchnienia
walczy śmiało - ten nasz brat.

                                      J.A. 




   "W Europie II połowy XX wieku szczególny nacisk kładziono na wychowanie dla pokoju, zaś biały gołąbek bardzo szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i uniwersalnych symboli na świecie. Niestety, ten symbol pokoju zawłaszczony został przez radziecką propagandę polityczną jako znak postępowej części ludzkości z ZSRR na czele".
   Propaganda ta docierała do wszystkich, nie tylko dorosłych, ale również do młodzieży i dzieci. Przykładem niech będzie "Świerszczyk" z 1953 roku z którego wykorzystałem wierszyk

   Pamiętam czasy mojej szkoły podstawowej, kiedy na 1-go Maja szyby szkolnych okien udekorowane były kartonowymi białymi gołąbkami, a w pochodzie dzieci niosły takie same gołąbki nadziane na patyk. W bibliotece szkolnej, pamiętam była książka ze scenariuszem kukiełkowej scenki, z której zapamiętałem tylko to, że bohaterami byli tam gołąbek pokoju i Pałac Kultury i Nauki im. J. Stalina 

   Jednym z najbardziej znanych obrazów gołąbka pokoju jest rysunek Pablo Picasso. Jest to kontur gołębia w locie niosącego gałązkę oliwną. Picasso najprawdopodobniej wzorował się sceną biblijną, kiedy to gołąb wypuszczony z arki przez Noego, wraca niosąc zieloną gałązkę.

                                                                                                                         / zdjęcie z internetu /

   W twórczości Pablo Picasso gołąb, niekoniecznie "pokoju" pojawia się bardzo często.
   Oto kilka pozycji znalezionych w internecie :

                                                                                                                   


   Zacząłem od gołąbka pokoju, bo z tym kojarzy mi się święto 1-Maja, a tak naprawdę to chcę napisać o gołąbkach, które codziennie spotykam, przechodząc przez rzeszowski Plac Wolności.
  Jest takie miejsce pod rosnącymi tu sosnami na którym gołębie zawsze się gromadzą. Spotykam je codziennie i dlatego wzbudziły moje zainteresowanie.



świerk i rosnąca obok sosna na rzeszowskim Placu Wolności
to miejsce gdzie gromadzą się gołębie :




spotkać je można niezależnie od pory roku : 

   Dlaczego nasze gołąbki tak polubiły to miejsce wyjaśniło się kiedy spotkałem osoby dokarmiające te ptaki. Kiedyś, kiedy przechodziłem alejką, nagle ni stąd ni zowąd zaczęły sfruwać w moją stronę dziesiątki tych ptaków. Scena jak z filmu Hitchcocka. Przez moment byłem tym oszołomiony. Okazało się, że za mną idzie starszy pan, który zatrzymał się i zaczął rozsypywać okruchy chleba zmieszane z jakimś ziarnem. Wszystko było by dla mnie normalne gdyby te gołębie sfrunęły w momencie rozsypywania dla nich karmy, ale one wyprzedziły ten moment. One najprawdopodobniej poznały idącą osobę, stale ich dokarmiającą. Takich osób dokarmiających gołębie w Rzeszowie jest więcej.


ta pani też lubi gołąbki :



smacznego :


   Zauważyłem, że niektórzy dokarmiający gołębie robią błąd rzucając im całe kromki chleba. Ptaki wydziobują miękki środek, a skórka tworząca potem obręcz, przy podrzucaniu może znaleźć się na szyi ptaka. Spotkałem taką sytuację.
   A w ogóle to zastanawiam się czasami czy dokarmianie gołębi tylko chlebem jest dla nich zdrowe.



gołębie śniadanie :

   Gołębie jak powiedziałem lubią przesiadywać w swojej stołówce na Placu Wolności. A skąd wzięło się to stado sfruwające gdy przyszedł pan, który je dokarmia? Jeżeli porozglądamy się po sąsiednich kamienicach to możemy je zauważyć. Czekają siedząc na dachu i na gzymsach kamienic.  


okap dachu okupowany przez gołębie :




te gołąbki wybrały gzyms nad oknami :


   Gołąbki to całkiem przyjemne ptaki. Mamy w Polsce wielu zagorzałych ich hodowców. Hodowcy może znają się na gołębich rasach, ale nam wystarczą zwykłe dachowce.
   Ptaki te jak się okazuje przyjemne są, ale tylko do pewnego momentu. Jeżeli zwrócimy uwagę na chodnik pod gzymsem na którym nasze gołąbki lubią przesiadywać to robi się nam mniej przyjemnie. Można również spotkać "ulubione" przez gołębie gzymsy.


gołębie ślady :




lubiane przez gołębie gzymsy :





Może jeszcze kilka myśli o gołębiach :


choć piękniejszy jest gołąb na dachu ...
to jednak wróbel w ręku daje więcej ciepła.


zdecyduj się wreszcie,
bo wróbelek ucieknie, a gołąb odleci.


dwa gołębie siedzą na dachu,
jeden grucha, drugi jabłko.


 jak dwa gołębie
siedzimy przytuleni do siebie na parapecie życia,
czekając na okruchy dobrego losu.
















wtorek, 24 kwietnia 2018

MÓJ  ZACHWYT


Siedział tak długo w kontemplacji wspaniałego widoku.
Chciał to zamknąć w sobie,
uczynić swoją własnością,
utrwalić na zawsze
- nie mógł.
Piękno wymykało mu się,
przesączało się przez jego zmysły,
niknęło - był bezsilny.

W takich chwilach
ludzie malują naturalistyczne pejzaże
i fotografują.
To daje im złudzenie,
że złapali
przemijającą chwilę zachwytu nad światem.

                                 Stanisław Ignacy Witkiewicz - " Pożegnanie jesieni "




   Czy można się Afryką zachwycić ?

   Kiedy miałem pierwszy raz wyjechać do Kamerunu, a więc do czarnej Afryki, nie bardzo miałem pojęcie jak się do tego przygotować. Jedno co wiedziałem, to musiałem zdobyć wizę i zrobić szczepienia. Ze szczepieniami nie było problemu. poszedłem do sanepidu, powiedziałem o co chodzi i dostałem całą serię szczepionek na wszystkie możliwe zakaźne choroby. Prawa moja noga poddana była kilka tygodni wcześniej operacji więc mi ją oszczędzono, natomiast lewe udo i oba ramiona musiały przyjąć po kilka porcji szczepionek. Za miesiąc druga seria. Do Kamerunu nie wpuszczą obcego bez szczepień na żółtą gorączkę, na lotnisku trzeba trzeba się okazać "żółtymi papierami", natomiast wszystkie inne szczepienia warto mieć dla własnego bezpieczeństwa. Niestety nie ma szczepionki na najczęstszą i bardzo groźną niekiedy chorobę Afryki czyli malarię.

    

   Z wizą do Kamerunu wcale u nas nie jest tak łatwo. W Polsce nie ma ambasady czy konsulatu Kamerunu.
Z tym problemem ks. bp Jan Ozga na którego zaproszenie tam jechałem, wysłał mnie do swojej sekretarki misyjnej w Polsce siostry Haliny ze zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Siostry, które również pracują w Kamerunie mają swoje drogi do uzyskania wizy. Mój paszport z zaproszeniem wysłany został do pana Marka w Paryżu i tam w ambasadzie dostałem wizę. Droga do wielkiej przygody została otwarta.



   Będąc u Sióstr od Aniołów miałem okazję porozmawiać z siostrą Marią, która była na misji w Rwandzie. Wypytywałem się przede wszystkim o to co ze sobą zabrać, co mi tam będzie potrzebne, jakich warunków mogę się spodziewać i w ogóle jak się przygotować na taki wyjazd. Porozmawialiśmy o wielu rzeczach, a na koniec naszej rozmowy siostra Maria powiedziała mi coś co zapamiętam na zawsze: "panie Zygmuncie pan się zakocha w Afryce". Jej słowa chyba się sprawdziły. Byłem już i na Kamczatce i w Ameryce Środkowej, i w Ameryce Południowej i na Bliskim Wschodzie, ale zawsze to co zobaczę porównuję do Afryki, do Kamerunu. Może tylko dlatego, że była to moja pierwsza taka egzotyczna wyprawa. Może.  



   Jadąc do Kamerunu miałem swoje wyobrażenia Afryki z filmów, ze zdjęć, z opowieści misjonarzy. Kiedy znalazłem się na miejscu z moich wyobrażeń zostało zero. Wszystko było inne, całkiem inne. Nie zobaczyłem żadnego z oczekiwanych zwierząt, nie zobaczyłem pięknych baobabów rosnących majestatycznie na sawannie, nie zobaczyłem, nie zobaczyłem ... 
   Kiedy wylądowaliśmy w stolicy kraju Jaunde gdzieś około 19-tej było już ciemno - słońce zachodzi o 18-tej. W hali przylotów było bardzo gorąco. Czekałem na bagaże licząc na szybkie wyjście na zewnątrz by się trochę ochłodzić. Powitanie z ks. biskupem, bijatyka miejscowych chłopaków o opiekę nad moimi bagażami i wychodzimy. To co spotkało mnie na zewnątrz z miejsca mnie powaliło. Po prostu w hali była może słaba, ale była klimatyzacja. Tu na zewnątrz normalne jak na Kamerun o tej porze roku około 35 stopni. Żyć nie umierać.

  

   Mój trzeci przylot do Kamerunu miał miejsce 19-go stycznia. Już w pierwszych moich rozmowach dowiedziałem się, że w tym roku nie będzie kawy, bo nie padał deszcz. Trochę mnie to zaskoczyło, bo mniej więcej od początku grudnia jest tu pora sucha. Okazało się, że mimo suchej pory po Bożym Narodzeniu, gdzieś w okolicach Nowego Roku powinien spaść deszcz by mogła zakwitnąć, a potem owocować kawa. Trudno ludzie nie zarobią w tym roku. Po kilku dniach w nocy około trzeciej godziny obudziły mnie gromy i padający deszcz, przyszła burza. Po dwu dniach zakwitła pięknie kawa. Miałem okazję być na jej plantacji w Atoku. Widok wspaniały, a zapach kwitnącej plantacji niesamowity.

    kwitnąca kawa :

   Moje zdjęcia jak na razie przedstawiają tylko kwiaty. Kwiatów w styczniu, a jest to pora sucha jest dużo. 
   Zawsze byłem ciekawy jak to jest, że nie ma jesieni i drzewa nie zrzucają liści. Jesteśmy przyzwyczajeni do czterech pór roku - wiosna, lato, jesień, zima i do przyrody, która dostosowana jest do tych pór. W tropikalnym kraju jakim jest południowo-wschodni Kamerun są też cztery pory roku - mała sucha, mała deszczowa i duża sucha i duża deszczowa. Niezależnie jaka to jest pora to temperatura oscyluje w granicach 30-35 stopni. W styczniu jest pora sucha i temperatury trochę niższe. Spadają rekordowo nawet do 15-18 stopni. Moim rekordem ciepła było 49 stopni, ale było to już w marcu i trochę dalej na północ Kamerunu gdzie lasy przechodzą w sawannę. A co do spadających w jesieni liści to w tropiku drzewa są zielone cały rok, z tym że one ciągle opadają i rosną. W porze suchej liści jest mniej, bo mniej rosną, a więcej opadają. Odwrotnie jest w porze deszczowej, wtedy mamy szaleństwo zieleni.
   Wracając jeszcze do kwiatów chcę pokazać kwitnący na niebiesko krzew, który bardzo mi się podobał.

 mój niebieski krzew :


   Dałem tytuł dzisiejszego wpisu: "mój zachwyt". Czym się można w Kamerunie zachwycić? Wszystkim. Tak wszystko co spotykałem było nowe, ciekawe, zachwycające. Nawet upał i zwalająca z nóg wilgotność powietrza może być, zwłaszcza teraz po powrocie do kraju, zachwycająca.
   Wspomniałem, że przed pierwszym moim wyjazdem do Afryki spotkałem się z siostrą Marią. Jedną z podpowiedzi jakie mi dała, to żebym zabrał ze sobą cukierki dla dzieci. Zabrałem trzy kilogramy - brakło. Dzieci łatwo cukierkami kupić, a kiedy zaprzyjaźnię się z dzieckiem to już łatwo jest o przyjaźń z mamą. tatą. Dzieci zawsze i wszędzie są pięknym skarbem. Wśród nich zawsze się ja dziadek dobrze czułem.





   wśród dzieci zawsze czuję się jak ich dziadek :


   W jednym z poprzednich postów wspominałem o adoptowanych przez moją Irenę i potem przeze mnie kameruńskich dzieciach. Naprawdę nie trzeba wiele dać by opłacić dziecku w Afryce naukę w szkole. Każda misja prowadzi najczęściej przedszkole i szkołę podstawową. Jest to związane z kosztami. Trzeba utrzymać budynki, opłacić personel, dokarmiać dzieci. Rodzice finansują wyprawkę uczniowską, a także muszą częściowo pokryć koszty szkoły. Przy braku pracy i jakichkolwiek zarobków cześć rodziców zrezygnowała by z edukacji dzieci. "Adopcja serca" rozwiązuje ten problem.


        z adoptowanym przez Irenę Jermin
z Jermin i moją Anetką :


   Dzieci są dziećmi, a rodzice? Jestem z moją Ireną w Domowym Kościele-ruchu formującym sakramentalne małżeństwa. Nasz ruch przejął metodę formacyjną z francuskiego, a dzisiaj światowego ruchu Ekipe Notre Dame. W Kamerunie są ekipy END i miałem spotkanie z rodzinami jednego z rejonów. Bardzo miłe i ciekawe dla chyba obu stron spotkanie. Zachwyciłem się ich strojami. Każda para animatorskia była ubrana jednakowo. To mi się podoba.








   Zachwycić można się wieloma scenkami wziętymi z życia. Pokazywałem już chyba kiedyś rzekę, gdzie jest miejsce na kąpiel i na pranie. Inne miejsce z wodą, które poznałem to bagna w Esseng przez które przepływa się pirogami. Jest to po prostu jedyna droga prowadząca w ich pole. Miałem okazję przepłynąć pirogą tę drogę, dla mnie super, czułem się naprawdę jak w filmie. Szalona gęstwina zieleni wokół, plusk kija, którym nasz przewoźnik się odpychał, ja czekałem na krokodyla który zechce nas połknąć.       

 pranie i kąpiel nad rzeką :


przeprawa pirogą przez bagna : 


   Pirogą przepływałem przez bagna, ale że podobają mi się sporty ekstremalne to zdecydowałem się kiedyś by miejscowy chłopak przeprawił się ze mną pirogą przez rzekę Dja. Trzeba wyjaśnić, że piroga to łódka wykonana z jednego pnia drzewa. Tradycyjnie dłubano ją kiedyś maczetami. Teraz wykorzystywane są również piły motorowe. Jest ona bardzo płytka, a jeszcze bardziej wywrotna. Trzeba naprawdę mieć dobry zmysł równowagi by nią kierować. Ja jako pasażer miałem spokojnie siedzieć i nie wiercić się, ale musiałem przecież robić zdjęcia. Miałem dobrego kapitana, dopłynęliśmy. Przez Dja mieliśmy przepłynąć promem samochodowym, ale nie było żadnej obsługi więc ja wariat nie zważając na krokodyle, a były, kazałem się przewieźć pirogą. Chłopak wysadził mnie na drugim brzegu i wrócił. Czekając na prom z samochodem i resztą załogi podziwiałem roślinność i ptaki. Po około 40 minutach zauważyłem, że prom wyruszył, ale nie dopłynął nawet do połowy rzeki i wrócił z powrotem na brzeg. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo rzeka to kilkaset metrów wody z krokodylami i żadnej poza wzrokową łączności. Takie półtorej godziny czekania na resztę załogi może wzbudzić zachwyt. Prawda?         

przepływam pirogą prze Dja : 

mój kapitan :


   Wariat lubiący sporty ekstremalne. Takiego to tylko wysłać do Kamerunu.
  Byliśmy w Kribi, mieście leżącym nad oceanem, nad Zatoką Gwinejską. Jest tam piękna rzeka, która wpada do oceanu wodospadem. Około kilometr od brzegu znajduje się tam próg skalny wysokości ok 10 metrów. Spadająca z tego progu woda wymyła już dużą zatokę. Rzekę rozdzielona jest  na dwa nurty przez dużą skałę, tak że do oceanu spadają dwa wodospady. Będąc na plaży zauważyłem któregoś dnia miejscowych chłopców skaczących z tej skały do wody. Oni mogą, a ja? Umówiliśmy się z jednym z właścicieli pirogi, że dopłynie z nami do tej skały. Sztuka pokonania skłębionego nurtu rzeki poniżej wodospadu nie była łatwa. Ja z Krystianem i Elą siedzieliśmy na dnie pirogi, a nasz przewoźnik walczył. Za pierwszym razem przegrał, wypadł do wody. Ponowiliśmy próbę i znaleźliśmy się na skale. Wspinaczka i ... Z wysokości tych dziesięciu metrów kłębiąca się woda wyglądała jeszcze groźniej. Krystian był odważniejszy, skoczył pierwszy. Nie miałem wyjścia skoczyłem. Ela na szczęście nie podjęła się ryzyka i mogła zrobić mi zdjęcie. 
wariatów podobno nie trzeba siać
sami się rodzą : 


   Na koniec potrzebne jest zawsze wyciszenie. Mam coś co mnie zachwyciło, a równocześnie może wyciszyć "wariackie" emocje. W Atoku, mieście gdzie posługują księża marianie wybudowano nową aulę parafialną, a jej ściany ozdobiono pastelowymi rysunkami przedstawiającymi sceny biblijne. Dla mnie piękne w swojej prostocie, zachwycające.

scena Bożego Narodzenia :
/nie widzę tu króla murzyńskiego/ 


 cud w Kanie Galilejskiej :





jeszcze kilka "zachwycających" myśli :


Nieśmiałość ... 
gdy zachwyt nad pięknem
jest tak wielki,
że aż czasem odbiera mowę ...
by nie spłoszyć chwili. 


prawdziwy zachwyt objawia się ciszą.



człowiek zawsze jest dzieckiem,
kiedy zachwyca się światem.




największy zachwyt wzbudza to,
co naprawdę nie istnieje.